Pani Magda kontynuuje tradycję rodzinną- jej mama jest magistrem farmacji, od 10 roku życia, wiedziała, że też nim zostanie, ale nie wiedziała wtedy, że pojawi się tu na tej scenie. Nasza laureatka w aptece musiała sprostać wielu wyzwaniom: ratowała pacjenta z padaczką, zakładała opatrunki, asystowała przy reanimacji, słucha zwierzeń pacjentów, którzy szukają wsparcia w przeróżnych życiowych sytuacjach: od opieki nad chorym w domu, po przemoc w rodzinie. Wielokrotnie pacjenci obdarowywali ją prezentami, ktoś upiekł ciasto, ktoś przyniósł pierogi; dziś może ci sami pacjenci postanowili zgłosić ją do nagrody Anioł Farmacji 2016.

Pani Elżbieta przyjechała do nas z miejscowości Pionki, koło Radomia, chciała studiować medycynę, ale kierunkiem uznanym za deficytowy w latach 70-tych była farmacja, więc została farmaceutką z „przydziału”, opiekuje się „z sercem na dłoni” nie tylko swoimi pacjentami, ma je również dla zwierząt. Jest prezesem Pionkowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Urodziła się w Szczebrzeszynie, w Wielką Niedzielę, w czasie procesji i dlatego uważa, że ma wielkie szczęście.

Nic dziwnego, że pani Monika jest solidnie przygotowana do pracy w aptece i wyjątkowej troski o pacjentów, bo od urodzenia mieszka w aptece. Twierdzi, że w zawodzie farmaceuty zawsze powinno być miejsce na miłość i życzliwość do swoich pacjentów.

Pani Maria od 32 lat pracuje w tej samej aptece w Międzyrzeczu, w 2014 była po raz pierwszy nominowana do naszej nagrody. Wspomina ten fakt jako najszczęśliwszy moment w pracy. Farmacja jest jej ukochanym zawodem, nie wyobraża sobie innego ponieważ kocha swoich pacjentów.

Jej pacjenci twierdzą, że jest aniołem już od wielu lat, zanim jeszcze powstała nagroda. Uważają, że przyznanie aniołowi, statuetki Anioła Farmacji, to tylko formalność. Fundacja i Kapituła nie mogła się temu sprzeciwiać. Zresztą już w 1918 roku dziadek pani Iwony, Józef Reinholz kupił aptekę w Łobżenicy. Za niecały rok apteka będzie obchodziła swoje 100 lecie. To się nazywa „farmaceutyczna pasja od pokoleń”

W swojej pracy merytorycznej, na zadany przez Fundację temat: Ile jest miejsca na „serce” w zawodzie farmaceuty czy lekarza, pisze: ”życie niektórych osób zwłaszcza sędziwych, schorowanych, samotnych jest naprawdę smutne i tragiczne. W takich sytuacjach nie można jedynie stać z boku. Jest w nich miejsce dla nas – farmaceutów”.

Od 40 lat jest farmaceutką, największą satysfakcję ma wówczas, gdy pacjent wraca do apteki i mówi: pani magister, pomogła mi pani. Kontakt z pacjentem, bez zbytniej standaryzacji, unifikacji, odpłatności, refundacji; kontakt bez pośpiechu, to rzecz w naszym zawodzie ważna, bo wielu ludziom, którzy do nas przychodzą, zwłaszcza starszym już nigdzie się nie spieszy. Czy możemy pozwolić sobie na chwilę empatii? Odpowiedź, zdaniem pani Anny, brzmi: nie możemy sobie na nią nie pozwolić.

Traktuje misję farmaceuty jako swoją drogę życiową. Zawsze próbuje sprostać tym wyzwaniom: do apteki przychodzi wiele ludzi chorych i cierpiących. Prywatnie uwielbia Chopina, uważa, że jej największymi sukcesami jest rodzina i to, że wykonuje ulubiony zawód we własnej aptece.

Pacjenci twierdzą, że wystarczy z nim porozmawiać, by poczuć się lepiej. Pan doktor lubi się dzielić wiedzą z pacjentami, twierdzi, że w farmacji nic nie stoi w miejscu. Ten rozwój wymusza nieustanne poszerzanie kompetencji. Chciałby, żeby rola farmaceuty w procesie leczenia pacjentów w polskiej służbie zdrowia wzrosła, żeby normą była ścisła współpraca lekarza z farmaceutą.

Jest to już jej drugi Anioł Farmacji. Pierwszego zdobyła w roku 2014. Tak sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy w naszej historii. Pani Małgorzata przyjechała do nas z Krzywinia, a jej apteka mieści się pięknej zabytkowej kamienicy. Marzy aby sprostać wszystkim oczekiwaniom pacjentów, sądząc po dużej liczbie głosów i dwóch statuetkach widać, że jej się to udaje.