• Marzec 20, 2017
  • Inne

Primum non nocere („Po pierwsze nie szkodzić”) –  to przesłanie, które dało początek etyce lekarskiej.

Czy wciąż wystarczające dla współczesnej służby zdrowia?

Za jego twórcę uznaje się najsłynniejszego lekarza starożytności – Hipokratesa. Jego szkoła nacechowana była troską o zdrowie chorego.  W czasach, gdy z pomocą przychodziła natura to przesłanie miało określony sens i znaczenie, było wystarczające. W dzisiejszej rzeczywistości, biorąc pod uwagę z jednej strony oczekiwanie, jakie stawiamy medycynie jako pacjenci, z drugiej – jako pracownicy służby zdrowia- sobie, działanie zgodnie z hipokratesowym przesłaniem jest minimalistyczne i niewystarczające.

Maksyma nadal piękna, ale dodałabym: przede wszystkim ratować, leczyć, uzdrawiać i pomagać w całym aspekcie (fizycznych i psychicznych) odczuć i oczekiwań pacjenta.

Medycyna w ciągu ostatnich dwustu lat poczyniła ogromne postępy. Dzięki niebywałym jej osiągnięciom miliony ludzi na całym świecie odzyskały zdrowie. Milionom ludzi uratowano życie.
Jednak w czasie, gdy rzeczywistość medyczna jest bardziej skomplikowana, a prym wiedzie chemia- przesłanie Primum non nocere schodzi na plan dalszy, albo w ogóle przestaje istnieć. W dzisiejszej opiece zdrowotnej wielu chorych i ich bliskich całą nadzieję pokłada w przemyśle medycznym. Oczekują, że operacje, terapie farmakologiczne radio- i chemioterapia odroczą postęp choroby i poprawią jakość życia. Niekiedy tak jest. Jednak nie zawsze są to terapie pozbawione zagrożeń i ryzyka. Na firmy farmaceutyczne patrzymy z nadzieją, że stworzą cudowny lek na raka, cukrzycę, choroby serca czy choroby autoimmunologiczne. Każdej firmie zależy na zysku. Chcą zarabiać, sprzedając leki pozwalające ludziom dłużej żyć i mniej cierpieć, ale czy na pewno wyzdrowieć?

Temat to trudny. Można go potraktować wielopłaszczyznowo. Według mnie chyba najważniejszą ideą środowiska medycznego jest inna maksyma: Salus aegroti suprema lex- „zdrowie pacjenta najwyższym prawem”. O tym nie możemy nigdy zapomnieć. Aby tak było niezbędna jest współpraca wszystkich szczebli opieki zdrowotnej- lekarza, farmaceuty, pielęgniarki, fizjoterapeuty, dietetyka. Nasze zawody wymagają pełnego profesjonalizmu i wiedzy.

W dzisiejszych czasach pacjenci oczekują od nas panaceum na wszystkie swoje dolegliwości.

Rola nas farmaceutów, jako pierwszych doradców pacjenta, jest coraz większa. To nie lata XX wiek, , gdy spoczywało na nas głównie udzielanie porad dotyczących działania i stosowania leków.

Farmaceuta to osoba, u której pacjent często szuka pomocy przed skonsultowaniem się z lekarzem.

To oznacza ogromną odpowiedzialność. W krótkim czasie musimy dopytać o objawy, współistniejące schorzenia, stosowane leki, postawić wstępną „diagnozę” (niestety na studiach do tego nas nie przygotowują), wybrać odpowiedni lek i zlecić według nas odpowiednią terapię. Często na barkach farmaceuty spoczywa decyzja, w którym przypadku zlecić pacjentowi niezwłoczną konsultację lekarską, a w którym można pomóc w oparciu o swoją wiedzę, możliwości i kompetencje.

Mottem przewodnim dla nas farmaceutów niech będzie dążenie do tego, aby pacjent przyjmował (w miarę możliwości i zaleceń) zawsze najniższą (określoną na podstawie wyników badań) skuteczną dawkę terapeutyczną.

Walczę z tym, aby pacjenci nie sięgali od razu po preparaty z dopiskiem „max” lub „extra”.

Aby za wszelką cenę nie tłumili dolegliwości bólowych, gdy organizm sygnalizuje, że coś jest nie w porządku.

Niebagatelną rolę w profilaktyce i terapii stanowi dział suplementów. Dobrze by było, gdyby podlegał on nie tylko ustawicznym badaniom, ale i nadzorowi. Jestem za rozsądną suplementacją, która w wielu przypadkach odgrywa kluczową rolę (koenzym Q, omega-3, makro- i mikroelementy, witaminy). Jednak nie zapychajmy aptecznych półek preparatami o wątpliwej często skuteczności lub niejednokrotnie wręcz o nieuzasadnionym wskazaniu. Naszej pracy niech nie wykonują za nas wykupujące czas antenowy firmy farmaceutyczne. Nauka, to obszar ulegający ciągłym zmianom, ale też bardzo indywidualny. To, co pomaga jednemu, u drugiego może się nie sprawdzić lub wręcz zaszkodzić.

Według mnie wielką krzywdę wyrządzono pacjentom, wprowadzając (na pewno nie dla ich dobra) inhibitory pompy protonowej (pantoprazol, omeprazol) do sprzedaży odręcznej. Dostrzegam niejednokrotnie przewlekłe ich stosowanie, a co za tym idzie – objawy uboczne, jak dyspepsja, niedobór witaminy B12, zaburzenie odporności, dolegliwości wynikające z zubożenia flory bakteryjnej. Jeśli pacjent trafi z takimi dolegliwościami do lekarza, a ten nie ma świadomości o stosowanym przez pacjenta samoleczeniu, leczy właśnie całe spektrum objawów ubocznych leku.  Koledzy lekarze, nie stosujcie IPP bez konkretnych przesłanek- standardowo „osłonowo” przy farmakoterapii.

Gdzie wówczas przesłanie Primum non nocere?

Gdzie przesłanie, gdy choroby wirusowe leczy się antybiotykami, nierzadko trzecim, czwartym z kolei?

Gdzie przesłanie Primum non nocere, gdy już u niemowląt i małych dzieci „zwykły” kaszel leczymy coraz większymi dawkami sterydów wziewnych?

Rozumiem codzienne zmagania lekarzy z nierzadko bzdurnymi przepisami prawa, rozporządzeń, z trudnymi decyzjami etycznymi, które zmuszeni są podejmować każdego dnia.

Życzę kolegom lekarzom, aby nastąpiły zmiany w systemie medycznym, aby legalne stało się ratowanie człowieka za wszelką cenę. Dobrze by było, gdyby lekarz miał prawo wyboru terapii, którą uzna za stosowną do ratowania zdrowia lub życia chorego pacjenta.

Kluczem więc są takie zmiany w ustawie, by lekarz chcący stosować metody wykraczające poza przyjęte standardy, miał bez obaw do tego pełne prawo. Aby nie obawiał się, że koledzy z Izby Lekarskiej pozbawią go za takie działania prawa wykonywania zawodu.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o trudnościach w realizacji recept lekarskich, jakie do nas docierają, a których odczytanie często graniczy z cudem. Nie mogąc opierać się na domysłach, pytamy pacjenta o schorzenia, dzwonimy do hurtowni, podajemy czytelne człony nazwy (o ile takie są) no i bawimy się w „kalambury”. Czy lekarz pisząc taką receptę nie szkodzi przede wszystkim pacjentowi, a pośrednio nam? Przecież są nazwy leków nierzadko różniące się jedną literką, a mają całkiem odmienne wskazania terapeutyczne.

Moje działanie podyktowane jest nie krytyką, a dobrem pacjenta. Niebywały rozwój medycyny prowadzi do tego, że często patrzy się na człowieka jak na jeden organ. Lecząc poszczególne części ciała zapomina się o całym człowieku. Mamy specjalistów od narządów- kardiologów, urologów, nefrologów, którzy często skupiają się na jednym organie.

O ile współczesna medycyna dobrze sobie radzi z chorobami ostrymi (operacje, ratownictwo medyczne, czy nawet przeszczepy), o tyle coraz trudniej z chorobami przewlekłymi. Leczenie w przypadku raka, chorób autoimmunologicznych, cukrzycy oraz innych chorób przewlekłych powinno skupiać się na poszukiwaniu przyczyn choroby, a nie tylko na łagodzeniu objawów, zagłuszaniu symptomów.

To właśnie wtedy z pomocą przychodzi medycyna alternatywna, nie bez powodu zwana coraz częściej komplementarną. Leczenie integracyjne, to taki sposób zajmowania się pacjentem, w którym łączymy wiedzę medycyny konwencjonalnej i jej najnowszych osiągnięć z tradycyjną wiedzą wielu kultur, fizjoterapią czy leczeniem psychologicznym.
Pamiętajmy o programie pielęgnacji zdrowia wdrażając odpowiednią dietę, ruch, zdrowy tryb życia.

Bezsprzeczny jest fakt, że medycyna akademicka z alternatywną powinny się zazębiać, uzupełniać. W Berlinie powstała klinika, gdzie łączą się te dwie gałęzie medycyny. Mam ogromną nadzieję, że u nas też to niebawem nastąpi.

Nie sposób posiąść wiedzę absolutną, ale dobrze znać możliwości, jakie daje nam doświadczenie innych kultur. Nie negujmy tego i nie zamykajmy się na zdobycze lekarzy z całego świata wypracowane i osiągnięte na przestrzeni setek lat.

Nasze ciało, umysł i dusza stanowią nierozerwalny system naczyń połączonych. Lecząc ciało, nie należy zapomnieć o sile psychiki i umysłu. Należy tchnąć wiarę, nigdy nie odbierać choremu nadziei. Pomagać pacjentom w radzeniu sobie z emocjami.

W zawodzie farmaceuty pracuję 32 lata. Wierzę w możliwości i sens współpracy lekarza i farmaceuty. Kontakt z pacjentem oprócz standardowej empatii, zrozumienia, troski wymaga od nas wielu innych cech nad którymi trzeba ciągle pracować. Musi to być takt, umiejętność „przemycania” między słowami pewnych sugestii, podpowiedzi, nie negujących, a … uzupełniających lekarskie zalecenie. Staram się tak pracować, aby lekarze nie sądzili, że podważam ich kompetencje bądź ingeruję w prowadzoną terapię. Musimy szanować swoje opinie.

Wsłuchuję się w potrzeby pacjenta, stąd ogromna we mnie potrzeba ciągłego dokształcania się i wybierania dziedzin adekwatnych do jego potrzeb. Swoją wiedzą z farmakologii, poszerzoną o możliwości homeopatii, medycyny chińskiej, naturoterapii chcę wspomagać lekarzy w terapii pacjenta.

Bezpieczeństwo pacjenta to podstawa mojego działania.

Po pierwsze- Pacjent, po drugie- jego zdrowie, po trzecie- jego spokój.

Małgorzata Banaszak

Leave a comment