• Marzec 20, 2017
  • Inne

dr n med. Paweł Rajewski
specjalista chorób wewnętrznych, specjalista chorób zakaźnych, hepatolog
Wojewódzki Szpital Obserwacyjno- Zakaźny im. Tadeusza Browicza w Bydgoszczy

Zawód lekarza, choć może bardziej właściwym określeniem byłaby misja, powołanie, jest szczególny i jedyny w swoim rodzaju Wymaga dużego poświęcenia, cierpliwości , empatii , oddania i dużego „serca”. Czy w dzisiejszym, pełnym sprzeczności, ograniczeń, limitów czy procedur, świecie medycznym jest jeszcze miejsce na kierowanie się sercem, czy trzeba kierować się tylko rozumem? Być jak automatyczny robot, jak  nakręcana marionetka,  wypełniająca tylko odpowiednie zadania, podpunkty,  procedury od A do Z…, bez wglądu w duszę, życie emocjonalne pacjenta, jego uczucia, odczucia? Traktując go bezosobowo, jako kolejny numer statystyczny historii choroby czy kod ICD 10?

Czy w dzisiejszym, zagonionym świecie jest jeszcze miejsce na przysłowiowego „doktora Judyma” z  powieści „Ludzie bezdomni ” Stefana Żeromskiego lub „Znachora” z powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza ? Czy są to już postawy obce, nieobecne, choć tak bardzo pożądane w dzisiejszej medycynie? Czy przegrały z dzisiejszą biurokracją, pędem życia, ciągłymi dyżurami, pracą w kilku miejscach jednocześnie, na kilku etatach,  notorycznym brakiem czasu i przewlekłym zmęczeniem? Czy pacjent i jego rodzina są intruzami? Czy bez „serca” współczesna medycyna ma sens, a współczesny lekarz jest jeszcze lekarzem? Czy pacjent jest pacjentem ? Czy  tylko klientem?

Tych pytań jest wiele. Osobiście uważam, że podstawą dobrego wykonywania zawodu lekarza medycyny jest właśnie „serce” i to ono odgrywa kluczową rolę w sukcesie terapeutycznym, uzupełniając podejście „rozumu”, czyli zlecone badania diagnostyczne czy leczenie farmakologiczne.  Odpowiednie podejście do pacjenta, rzetelne wytłumaczenie procesu chorobowego, sposobu leczenia, rokowania, rozmowa z rodziną i podarowanie choć cienia nadziei w sytuacjach beznadziejnych, pozwala pacjentowi podjąć dodatkową walkę, pobudzić układ immunologiczny do działania (tzw. psychoimmunomodulacja), co zwykle pozwala na szybszą  rekonwalescencję, powrót do zdrowia lub przedłużenie życia w terminalnym stanie – to zwykłe okazanie „serca” – tak niewiele, a może zdziałać cuda…

Jestem kolejnym pokoleniem lekarzy w mojej rodzinie i podobnie jak moi poprzednicy uważam, że aby być dobrym lekarzem trzeba być najpierw dobrym człowiekiem, odpowiednio  wychowanym, empatycznym, podchodzącym do ludzi z życzliwością ,zrozumieniem, często ze współczuciem. Czyli być  człowiekiem  o „ gołębim sercu”, ”wielkiego serca” i „wkładać serce” w swoją  codzienną pracę.

Niestety od lat zauważalny jest spadek autorytetu personelu medycznego, zmniejszenie zaufania społecznego, co związane jest bezpośrednio z brakiem zwykłego „okazania serca”  pacjentom i ich rodzinom. Zagoniony lekarz, nie mający czasu na pacjenta staje się codzienną rzeczywistością… A wystarczy tak niewiele – zatrzymać się , porozmawiać, uśmiechnąć, wziąć za rękę, poklepać po ramieniu… i powiedzieć „będzie dobrze”.

Pamiętajmy, że w „życiu są dwa szczęścia. Jedno małe, czyli być szczęśliwym. Drugie wielkie, czyli uszczęśliwiać innych”. A wówczas na pewno nie zgubimy „serca” w ferworze obowiązków lekarza czy to  początkującego stażysty, rezydenta, specjalisty, doktora, docenta czy profesora.

Bardzo dziękuje za nominację do nagrody „ Anioły Medycyny”. Jest to wyraz uznania i dowód na to, że w pracy lekarza jest miejsce na „serce” w tym co robię. To daje sens mojej dalszej pracy i napęd do działania…

”Miej serce i patrzaj w serce….”, czego Wam i sobie życzę.

Paweł Rajewski

Leave a comment